szpital budynek
|

Lekarze odchodzą ze szpitali – czyli jak upada publiczna szpitalna ochrona zdrowia

Komentarz do artykułu – KRZYSZTOF JANOŚ – 07.09.2020
Dyżur w szpitalu w Kościerzynie i ani jednego lekarza. „Uciekają, nie chcą się wykańczać”

W jednym z większych szpitali w Kościerzynie na Pomorzu zabrakło lekarza na świątecznym i nocnym dyżurze – To nie strach przed COVID-19. Lekarze coraz częściej odchodzą ze szpitali. Brakuje ludzi i pracuje się bardzo ciężko, a odpowiedzialność jest coraz większa – mówi Dobrawa Biadun, ekspertka ds. ochrony zdrowia.

Skala

No właśnie – o tym nikt nie mówi głośno, ale będąc w szpitalu to się wyczuwa przez skórę. Pojedyncze odejście lekarza, szczególnie z dużego szpitala, nie wydaje się spektakularną katastrofą. Ale tylko pozornie. Pozostały zespół zmuszony jest pracować jeszcze więcej, ciężej i bardziej narażać się na stres i zmęczenie, chociaż jeszcze przed odejściem kolegi czy koleżanki pracował na granicy tolerancji… Zapewniam Was, że cały zespół, może poza szefem, jest w tej sytuacji o krok bliżej odejścia ze szpitala. A i tak krawędź zapewne jest blisko.

Władze szpitala muszą też brać pod uwagę fakt, że człowiek nie jest z żelaza, a lekarze nie mogą się wykańczać na tych dyżurach. Praca w szpitalu jest ciężka, niewdzięczna i ryzykowna. Ludzie uciekają do lżejszej pracy – mówi dr Arkadiusz Błaszczyk. W jego ocenie przenoszenie się lekarzy do pracy w poradniach to stały trend. Praca spokojniejsza, a zarobki często wyższe. – No niestety ten problem będzie się pogłębiał. Mam wrażenie, że każdy kto przychodzi do rządu mówi, że będzie się tym zajmowała, ale to nadal jest niezałatwione. Znów pojawia się tu brak pieniędzy i słaba organizacja.

Różnice – praca w szpitalu v. w przychodni

Praca w poradni stawia inne wyzwania i ogranicza możliwości diagnostyki i leczenia Pacjentów. Poza tym zwykle jest samotna – wchodzisz do gabinetu, masz na biurku lub w komputerze listę osób do przyjęcia – pracujesz intensywnie kilka godzin, rzadko z możliwością wypicia w ciągu dnia herbaty i wychodzisz z pracy do domu. No właśnie – wychodzisz do domu – nie zostawiasz swoich Pacjentów i się o nich nie martwisz. W szpitalu pracujesz w zespole i wykonujesz procedury niemożliwe do wykonania w poradni, ale przez większość czasu czujesz, że Pacjenci są „zaopiekowani”. To co wydaje się jednym z największych problemów (poza niedofinansowaniem) jest zarządzanie zespołami pracowników i sprzętem, które jest często na bardzo słabym poziomie, żeby to ująć łagodnie. Nie zapewnia personelowi poczucia, że wszystkie ich działania są koordynowane przez dyrekcje dla dobra ich samych i Pacjentów. Bardzo dużo czasu trawione jest na drobne, wydaje się, problemy organizacyjne, które muszą rozwiązać lekarze i pielęgniarki. A czy to jest ich rola w szpitalu? NIE. Ale od lat byli do tego zmuszani przez kadrę zarządzającą. Ale ta zależność z każdym rokiem maleje…

Do tego wprowadzono ostre przepisy o odpowiedzialności lekarzy. To nie poprawia sytuacji, bo o błędy łatwiej, gdy trzeba pracować za trzech – mówi Biadun. Tymczasem w nowelizacji tarczy antykryzysowej 4, która już obowiązuje, w przypadku błędów medycznych, lekarz jest zagrożonych karą nawet do 8 lat więzienia. – To musi budzić strach. Dlatego lekarze nie chcą tego mieć na swoich barkach. Przecież rodzina pacjenta nie będzie w razie wypadku pytać, którą godzinę i z czyjej winy pracował ten lekarz i iloma pacjentami się wtedy zajmował – dodaje ekspertka.

Ustawowe groźby kar dla lekarzy

Zdecydowanie tak. Wprowadzone ostatnio przepisy narażają pracownika szpitala bardziej niż kogokolwiek innego na spędzenie lat za kratami za wykonywanie rzetelnie swoich obowiązków zawodowych. Ludzie umierają i mają powikłania po przeprowadzonych zabiegach – tak było i będzie zawsze i na całym świecie, ale chyba do tej pory nikt nie planował prześladowania za to lekarzy, którzy podjęli się leczenia najciężej chorych Pacjentów. A to im i ich rodzinom grozi najbardziej „dobra zmiana” przepisów. Błędy i powikłania bardzo rzadko zdarzają się z powodu niewiedzy, czy nieumiejętności lekarza leczącego. Zdecydowana większość jest skutkiem zaniedbania i niewiedzy oraz braku umiejętność odpowiedniego zorganizowania pracy w szpitalu, wprowadzenia odpowiednich procedur bezpieczeństwa na poszczególnych etapach diagnostyki i leczenia. Ale czy ktoś zna dyrektora szpitala skazanego za niekompetencje na wyrok wiezienia? Grozi mu najwyżej zmiana szpitala, którym zarządza… Co ciekawsze, do tego, żeby ten problem naprawić nie są potrzebne dodatkowe pieniądze (w każdym razie niewielkie)! Wystarczy wiedza, zaangażowanie i chęci menadżerów szpitali. Konieczny jest też faktyczny nadzór nad ich pracą i rozliczanie ich z osiąganych wyników.

Jeden szpital podbiera pracowników drugiego szpitala. Ta konkurencja o kadry staje się zabójcza dla polskich placówek ochrony zdrowia. O tym, że w polskich szpitalach trwa ostra walka o lekarza, pisaliśmy już w money.pl. W najtrudniejszej sytuacji są mniejsze placówki powiatowe. By przyciągnąć chętnych, oferują 2 tys. zł dopłaty do pensji, a nawet mieszkanie służbowe.

Wynagrodzenie

Po protestach rezydentów władze zostały zmuszone do podniesienia wynagrodzenia za etat szpitalny do 6750 zł brutto dla lekarza specjalisty, co daje przelew na konto ok 4920 zł. To jest cały miesiąc ciężkiej pracy w szpitalu. Lekarz rezydent, czyli będący w trakcie szkolenia specjalizacyjnego zarabia odpowiednio mniej, zgodnie z „zaszeregowaniem”. Nota bene ciekawe słowo, prawda?

Jak to się ma do wynagrodzenia w poradni przy pracy w ramach kontraktu z NFZ? Załóżmy pracę w poradni 2 razy w tygodniu po 6 godzin. Daje to ok. 48 godzin pracy w miesiącu. Wynagrodzenie jest pochodną wyceny procedur zrealizowanych u danego Pacjenta i może być różne, ale można przyjąć, że wynosi 1 tys. zł za dzień brutto w ramach kontraktu. Daje to w wersji minimalnej 8-10 tys. zł brutto, co po odjęciu kosztów firmowych (ok. 2 tys. zł miesięcznie) daje 6-8 tys. zł netto miesięcznie.

To jest praca bez dyżurów, 5 dni w tygodniu wolnych, wszystkie noce spędzone w domu, z relatywnie „niedużym” ryzykiem zawodowym i innym rodzajem stresu.

A gdyby ktoś chciał pracować więcej, czyli np. tyle godzin, ile pracuje w szpitalu w ramach etatu? Wtedy pensja brutto wyniosła by 20 x 1 tys. zł = 20 tys. zł. Po odjęciu kosztów pozostaje 18 tys. zł przelewu na konto. Oczywiście od wynagrodzenia płacimy jeszcze podatek, ale w przypadku pracy w ramach działalności gospodarczej można go znacznie ograniczyć przez rozliczenie kosztów uzyskania przychodu, co nie jest dostępne w pracy na etacie.

Według danych z 2019 r. Polsce jest 137 tys. lekarzy. Co oznacza, że na 1 tys. mieszkańców przypada 2,4 lekarza. W UE średnia ta jest na poziomie 3,6. Na tej podstawie można wnioskować, że brakuje u nas ok. 70 tys. lekarzy, by ta przeciętna była jak w innych krajach Wspólnoty.

Na koniec

Brak całkowitej liczby odpowiednich lekarzy specjalistów to jest jeden z bardzo dużych problemów. Jest on widoczny od lat i nic się zasadniczo w tej kwestii nie zmienia. Ale drugi, czyli ucieczka wykwalifikowanych profesjonalistów, którzy potrafią wykonać procedury szpitalne (z własnego doświadczenia oceniam, że jest ich tylko ok. 10-20 procent ogółu lekarzy danej specjalizacji) ze szpitali do poradni odbywa się teraz na masową skalę, nabiera tempa i doprowadzi w krótkim czasie do zapaści szpitalnictwa. Ci ludzie będą pracować w poradniach państwowych i prywatnych, ale to będzie praca poniżej ich kompetencji zawodowych i umiejętności, które nabywali często przez wiele lat. Takie zaniedbania (a nawet działalność typowo szkodliwa) na szczeblu ustawodawczym i brak zarządzania na poziomie dyrektorów i menadżerów w szpitalach trwonią potencjał polskiego systemu ochrony zdrowia i doprowadzają do jego zapaści na naszych oczach. Ile czasu wytrzymają jeszcze Polskie szpitale?

Podziel się ze znajomymi

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *